Rozważania w wannie
Patryk zanurzył się w ciepłej wodzie, która otuliła jego ciało jak kojąca, niewidzialna peleryna. Piana unosiła się na powierzchni, tworząc białe wyspy na tle przezroczystego błękitu wody. Był sobotni wieczór, a miasto za oknem rozbrzmiewało kakofonią dźwięków: syrenami karetek, odległymi klaksonami, echem rozmów i śmiechu. Ale tutaj, w tej małej łazience w sercu Chicago, panowała cisza, przerywana jedynie delikatnym pluskiem, gdy Patryk poruszał się w wannie.
Spojrzał na sufit, pozwalając myślom swobodnie przepływać przez umysł. Ostatnie dni były męczące. Koncerty, wywiady, niekończące się spotkania. Każdy uśmiech, każda chwila na scenie wymagały od niego ogromnej energii, którą teraz próbował odzyskać. Zamykał oczy, a obrazy z ostatnich miesięcy pojawiały się w jego głowie jak migawki filmu: tłumy skandujące jego imię, blask reflektorów, dźwięk gitary basowej odbijający się od ścian klubów.
Mimo to coś go uwierało. Nie była to fizyczna dolegliwość, raczej delikatne ukłucie w duszy, które trudno było zignorować. Był na półmetku życia, miał wszystko, o czym marzył jako młody chłopak: sławę, pieniądze, uznanie. A jednak, gdy spojrzał na swoje odbicie w lustrze, widział coś więcej niż zielone oczy i długie, jasne włosy. Widział pytania, które od dawna domagały się odpowiedzi.
Dlaczego człowiek tak bardzo boi się śmierci? To pytanie wydawało się szczególnie palące. Może dlatego, że świadomość upływającego czasu była dla niego coraz bardziej namacalna. Znał ludzi, którzy potrafili mówić o śmierci z dystansem, jak o nieuniknionym końcu drogi, ale on sam wciąż nie mógł się pogodzić z jej ostatecznością. Próbował sobie wyobrazić moment, gdy wszystko, czym teraz jest, przestanie istnieć: jego myśli, uczucia, wspomnienia. Czy to nie ironiczne, że cała nasza egzystencja sprowadza się do kruchości, która w każdej chwili może zostać przerwana?
„Czy boję się śmierci, bo nie wiem, co mnie czeka, czy dlatego, że nie zdążyłem jeszcze zrobić wszystkiego, co chciałem?” – zapytał siebie w myślach, patrząc na kroplę wody spływającą powoli po ścianie kafelka. Jakby ta kropla symbolizowała czas, który nieubłaganie płynął, nie zatrzymując się na żadną chwilę refleksji.
Przyszłość była kolejnym tematem, który nie dawał mu spokoju. Często obawiał się jej, jakby za rogiem czaiła się jakaś katastrofa. Życie w świetle reflektorów było nieprzewidywalne, a sława – ulotna. Co stanie się, gdy ludzie przestaną przychodzić na koncerty, gdy jego muzyka przestanie wzruszać? Czy będzie potrafił znaleźć nowy sens, nową pasję?
A co z przeszłością? Czy osiągnął wystarczająco dużo, by móc powiedzieć, że żył pełnią życia? „Mam miliony na koncie, tysiące fanów na całym świecie, ale co tak naprawdę zostawię po sobie?” – myślał. Zawsze wierzył, że muzyka jest czymś więcej niż tylko rozrywką. Chciał, by jego teksty inspirowały, by dotykały ludzi w najgłębszych zakamarkach ich dusz. Ale czy to wystarczy? Czy można z pełnym przekonaniem powiedzieć, że życie miało sens tylko dlatego, że zostawiło się kilka płyt i wspomnienia koncertów?
Zamknął oczy, próbując wyciszyć natłok myśli. W głowie pojawiło się wspomnienie dziadka, który zawsze powtarzał: „Najważniejsze, żebyś na końcu życia mógł powiedzieć, że niczego nie żałujesz”. Ale jak to osiągnąć? Życie było pełne wyborów, a każdy z nich prowadził do innego zakończenia. Czy można przeżyć życie bez choćby odrobiny żalu?
Leżąc w wannie, Patryk zrozumiał, że odpowiedzi na te pytania nie przyjdą od razu. Były jak echo – odbijały się od ścian jego umysłu, ale nigdy nie przynosiły jasności. Może jednak najważniejsze było samo zadawanie tych pytań? Może w ich poszukiwaniu tkwił sens istnienia?
Woda powoli zaczynała stygnąć, a Patryk poczuł chłód na ramionach. Otworzył oczy, spojrzał na swoje dłonie, które były pomarszczone od długiego moczenia. Uśmiechnął się lekko. „Może nie znajdę odpowiedzi na wszystko, ale dopóki mam odwagę pytać, dopóty żyję” – pomyślał, wstając z wanny.
Owinął się ręcznikiem, czując, jak powoli wraca do rzeczywistości. Mimo wszystko, czuł dziwną ulgę. Może dlatego, że pozwolił sobie na chwilę zatrzymania, na spojrzenie w głąb siebie. A może dlatego, że w tej krótkiej chwili samotności poczuł, że życie, z całą swoją złożonością, wciąż jest warte przeżycia.