Pamiętnik
Sobota w Chicago zdawała się topić w mlecznej ciszy. Apartament Patryka, zlokalizowany na ostatnim piętrze jednego z wieżowców, wypełniał się echem pustki, mimo przestrzeni wypełnionej instrumentami, plakatami koncertowymi i gęsto ułożonymi winylami. Było coś melancholijnego w tym, jak promienie zimowego słońca wpadały przez duże okna, rzucając długie, złote cienie na parkiet.
Anna wyjechała z samego rana. Powiedziała tylko: „Muszę odwiedzić ciotkę, to ważne”, po czym zniknęła, zostawiając za sobą zapach perfum i niedopitą filiżankę kawy na blacie. Dzień, który zapowiadał się jako zwyczajny, szybko przekształcił się w bezdenne popołudnie samotności. Patryk sięgnął po gitarę, ale jego palce nie miały ochoty żadnego utworu wyczarować. Wszystko wydawało się puste.
Wędrując bez celu po apartamencie, otworzył szafę w swoim gabinecie. Wśród sterty zapomnianych rzeczy, książek i starych notatek, natrafił na pamiętnik – gruby zeszyt w sztywnej, skórzanej okładce, pokrytej drobnymi rysami życia. Z trudem przypomniał sobie, że pisał go kiedyś, jeszcze zanim zespołowi udało się zdobyć sławę. Ostatnia zapisana strona miała datę sprzed dekady.
Zasiadł na kanapie i otworzył zeszyt. Pierwsze strony wypełniały wspomnienia z młodości: pierwsze koncerty w małych klubach, opisy niepewności i ekscytacji, które towarzyszyły mu, gdy stawiał pierwsze kroki jako wokalista. Słowa, dawno zapomniane, brzmiały teraz jak głosy z innego świata. Czytając, poczuł, jak jego serce zaciska się boleśnie.
12 marca 2012 – napisał wtedy: „Czasami mam wrażenie, że jestem tylko cieniem w tłumie. Chcę krzyczeć, że istnieję, że mam coś do powiedzenia, ale czy ktoś mnie usłyszy? Czy to, co robię, ma znaczenie? Muzyka jest moim światem, ale czy może być moim zbawieniem?”
Łzy napłynęły mu do oczu. Pamiętał, jak się wtedy czuł – młody, zdesperowany, głodny akceptacji i sensu. Patrząc na siebie teraz, mógł powiedzieć, że osiągnął wszystko, o czym marzył. Był rozpoznawalny, uwielbiany przez tłumy, zapełniał stadiony, a jednak... Czy był szczęśliwy? Pytanie brzmiało jak echo dawnego wołania.
7 czerwca 2013 – „Spotkałem dzisiaj dziewczynę. Miała najpiękniejsze oczy, jakie widziałem, i uśmiech, który przypominał promień słońca przebijający się przez chmury. Ale czy potrafię kochać? Czy potrafię dać komuś część siebie, nie bojąc się, że zostanę zraniony? Moja muzyka jest moim schronieniem, ale też moim więzieniem”.
„Anna” – pomyślał. To musiało być o Annie, kiedy się poznali. Znowu poczuł, jak łzy ściekają mu po policzkach. Zawsze bał się bliskości, tego, że pozwalając komuś wejść do swojego świata, może stracić cząstkę siebie.
Gdzieś na środku pamiętnika znalazł strony opisujące trudne chwile – konflikty w zespole, presję sukcesu, poczucie, że jest jak maszynka do zarabiania pieniędzy, a nie człowiekiem z krwi i kości. Pisał o nocy, kiedy po koncercie w Berlinie siedział sam w hotelowym pokoju, pijąc whisky prosto z butelki, patrząc na swoje odbicie w oknie i zastanawiając się, czy to wszystko ma sens.
Pamiętnik był lustrem, w którym mógł zobaczyć siebie z przeszłości – zarówno marzyciela, jak i człowieka zagubionego w chaosie życia. Każda strona, każde słowo niosło ze sobą emocje, które nigdy tak naprawdę go nie opuściły, tylko zostały przytłumione sukcesem, rutyną i blaskiem reflektorów.
Gdy dotarł do ostatniego wpisu, był to krótki fragment, napisany w stylu, który odbił się w jego duszy jak echo:
15 stycznia 2015 – „Czy możliwe jest znalezienie kogoś, kto pokocha mnie takiego, jakim jestem, bez światła sceny i sztucznej otoczki? Czy ja sam jestem w stanie pokochać siebie?”
Płakał. Nieświadomie upuścił pamiętnik na podłogę i schował twarz w dłoniach. To nie były łzy żalu, ale oczyszczenia, przebudzenia. Zrozumiał, że choć wiele się zmieniło, pewne pytania wciąż pozostawały bez odpowiedzi.
Gdy słońce powoli zaczynało chować się za linią horyzontu, rzucając pomarańczowy blask na miasto, Patryk spojrzał na gitarę opartą o ścianę. Wyciągnął ją i zacisnął dłonie na gryfie. Zaczął grać melodię, która wyłaniała się z jego wnętrza – prostą, surową, ale prawdziwą. Po raz pierwszy od dawna poczuł, że muzyka może go uratować.