Czy to ona?
Patryk siedział na parapecie swojego luksusowego apartamentu w Chicago, wpatrując się w miasto skąpane w świetle ulicznych latarni. Jego długie blond włosy opadały luźno na ramiona, a zielone oczy, w których zawsze tlił się żar scenicznego magnetyzmu, teraz zdawały się mgliste, przepełnione niepokojem. W jego głowie kotłowały się wspomnienia minionej nocy – noc, która zdawała się bardziej snem niż rzeczywistością.
Była to letnia noc w małym parku na obrzeżach miasta. Powietrze było ciepłe, a zapach jaśminu i świeżo skoszonej trawy unosił się w powietrzu. Patryk spacerował bez celu, w nadziei, że nocne powietrze przyniesie mu ukojenie. Samotność, która dręczyła go od lat, wydawała się tego wieczoru szczególnie bolesna. Był na szczycie swojej kariery – uwielbiany przez tłumy, podziwiany za swój talent – a mimo to czuł się pusty. Każdy koncert, każde spotkanie z fanami przypominało mu, że choć może dzielić się swoją muzyką z milionami, to serca nie miał z kim dzielić.
To właśnie wtedy ją zobaczył. Anna siedziała na ławce, z książką w ręku, oświetlona blaskiem latarni. Miała długie ciemne włosy, które delikatnie falowały na wietrze, i spojrzenie, które wydawało się czytać nie tylko słowa na stronach, ale i same gwiazdy. Było coś niezwykle spokojnego w jej obecności, coś, co przyciągało Patryka jak magnes. Zbliżył się do niej powoli, a kiedy ich spojrzenia się spotkały, miał wrażenie, że czas na chwilę się zatrzymał.
– Czasami myślę, że noce są bardziej prawdziwe niż dni – powiedział cicho, chcąc jakoś przełamać ciszę.
Anna spojrzała na niego, zaskoczona, ale nie przestraszona.
– Może dlatego, że noc sprzyja szczerości. W ciemności łatwiej być sobą – odpowiedziała, a jej głos miał w sobie coś, co sprawiło, że Patryk poczuł się lżejszy.
Usiadł obok niej na ławce. Przez kilka minut milczeli, słuchając szelestu liści i dalekich dźwięków miasta. Potem zaczęli rozmawiać. O wszystkim i o niczym. Anna opowiadała o swoich marzeniach, o książkach, które kochała, o podróżach, które planowała, ale nigdy się na nie nie odważyła. Patryk mówił o muzyce, o scenie, o tym, jak samotność potrafi przybrać najbardziej nieoczekiwane kształty.
Czas płynął, a oni go nie zauważali. Noc stawała się coraz głębsza, ale dla nich była jak nieskończoność. Patryk czuł, że z każdą chwilą Anna rozbudza w nim coś, co od lat było uśpione. Nie była jedynie słuchaczką – była kimś, kto rozumiał. Rozumiała ciszę między słowami, spojrzenia, które mówiły więcej niż język. A on... czuł, że może być przy niej sobą.
Gdy pierwsze promienie słońca zaczęły przebijać się przez nocne niebo, Patryk spojrzał na Annę. Była piękna, ale nie w sposób, który opierał się jedynie na wyglądzie. Była piękna, bo w jej oczach odbijał się cały świat – świat, który chciał odkrywać na nowo.
– Mogę? – zapytał, zbliżając się do niej.
Anna skinęła głową, a ich wargi spotkały się w delikatnym pocałunku, który był jak obietnica. Obietnica czegoś, co mogło się narodzić, ale też czegoś, co mogło pozostać jedynie snem.
Gdy pocałunek dobiegł końca, Patryk wstał. Spojrzał na Annę jeszcze raz, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół tej chwili.
– Dziękuję – powiedział cicho i odszedł, pozostawiając ją samą na ławce, z myślami, które wirując, próbowały pojąć znaczenie tego, co się wydarzyło.
Wróciwszy do swojego apartamentu, Patryk poczuł dziwną lekkość. Świat, który jeszcze kilka godzin temu wydawał mu się szary i pusty, teraz tętnił kolorami. Zanurzył się w wannie, pozwalając ciepłej wodzie otulić swoje ciało. Myśli o Annie nie dawały mu spokoju. Jej śmiech, jej spojrzenie, sposób, w jaki mówiła o rzeczach prostych, a jednocześnie tak głębokich. Nigdy wcześniej nie czuł nic podobnego. Nie chodziło tylko o fascynację czy zauroczenie – było w tym coś więcej. Coś, co przerastało słowa.
– Czy to ona? – szepnął do siebie, patrząc na krople wody spływające po jego dłoniach. – Czy Anna jest tą, na którą czekałem całe życie?
Nie znał odpowiedzi. Ale po raz pierwszy od bardzo dawna poczuł, że być może w jego samotnym świecie pojawiła się iskra, która mogła go odmienić.