Zofia
Patryk siedział w skórzanym fotelu, który z każdą minutą wydawał się coraz mniej wygodny. W półmroku swojego apartamentu, otoczony przez cienie, które rzucały wiszące na ścianach gitary, zastanawiał się nad tym, co przyniesie nadchodzący dzień. Patryk był wokalistą jednego z najbardziej popularnych zespołów rockowych w kraju, ale to nie przynosiło mu ukojenia.
„Czy jestem wystarczająco dobry?” – myślał, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Zielone oczy, które kiedyś były jego dumą, teraz zdawały się w nim szukać odpowiedzi, której nie umiał udzielić. Jego długie blond włosy spływały na ramiona, lecz nie dodawały mu pewności siebie. W głowie krążyło mu jedno pytanie: „Czy mama Anny mnie zaakceptuje?”.
Anna była promieniem światła w jego szarej rzeczywistości, choć pełnej blasku publicznego życia. Poznał kobietę przypadkiem po jednym z koncertów, gdy stała na uboczu z książką w ręku, zupełnie obojętna na zamieszanie wokół zespołu. Jej szczerość i prostota były jak powiew świeżego powietrza. A teraz, po kilku miesiącach wspólnego życia, zaprosiła go, by poznał jej matkę.
– To nic wielkiego, Patryk – mówiła Anna poprzedniego wieczoru, kładąc dłoń na jego ramieniu. – Mama cię polubi. Zobaczysz.
Ale w sercu Patryka kotłowały się wątpliwości. Czy nie będzie dla niej zbyt egzotyczny? Wokalista rockowy, ze stylem życia, który wydawał się tak odległy od spokojnej, domowej atmosfery, jaką wyobrażał sobie w domu Anny. Jego własna przeszłość była pełna hałasu, blichtru i samotnych nocy, które pozostawiały go z uczuciem pustki. Czy mógłby być tym, kogo matka Anny uzna za godnego jej córki?
Zanim wyszedł, zdecydował się na gest, który wydawał mu się najbardziej klasyczny i bezpieczny: bukiet białych róż. „Biel to kolor niewinności i szacunku” – pomyślał, idąc w stronę kwiaciarni. Wybierając kwiaty, czuł, jak narasta w nim napięcie. Każda róża zdawała się być symbolem jego starań, by zrobić dobre wrażenie.
Kiedy dotarli do mieszkania Anny, jego serce biło jak perkusja podczas najintensywniejszego koncertu. Drzwi otworzyła mama Anny – ciepła kobieta o łagodnym uśmiechu i jasnych oczach, w których odbijała się bezwarunkowa miłość do córki. Patryk z trudem przełknął ślinę, wręczając jej bukiet.
– To dla pani. Mam nadzieję, że się spodobają – powiedział, starając się, by jego głos brzmiał pewnie.
– Och, jakie piękne! Bardzo dziękuję, Patryku. Ale proszę, mów mi Zofia – odpowiedziała z uśmiechem, który rozwiał część jego obaw. Zaprosiła go do środka, a jej gesty i słowa były pełne serdeczności.
W miarę upływu czasu atmosfera w mieszkaniu stawała się coraz bardziej swobodna. Patryk, choć początkowo spięty, zaczął dostrzegać, jak wiele mają wspólnego. Zofia okazała się być osobą pełną ciepła, ale i poczucia humoru. Z zaciekawieniem pytała o jego życie na scenie, o to, co czuje, gdy śpiewa dla tysięcy ludzi.
– Czy to nie jest przytłaczające? – zapytała w pewnym momencie, patrząc na niego uważnie.
Patryk zastanowił się przez chwilę, zanim odpowiedział.
– Czasami tak. Na scenie czuję się wolny, ale po koncercie... często zostaję sam ze swoimi myślami. To jak krzyk w pustce. Ale Anna... – Spojrzał na ukochaną z czułością. – Pomaga mi odnaleźć sens w tym wszystkim.
Zofia uśmiechnęła się, a w jej oczach pojawiło się coś, co przypominało uznanie.
– Dobrze wiedzieć, że moja córka wybrała mężczyznę, który potrafi tak pięknie mówić o swoich uczuciach – powiedziała.
Wieczór minął szybko, wypełniony rozmowami, śmiechem i domowym ciastem, które Zofia przygotowała specjalnie na tę okazję. Gdy Patryk wychodził, czuł, jakby z jego serca zdjęto ogromny ciężar. Po raz pierwszy od dawna miał wrażenie, że jest na właściwej drodze, otoczony ludźmi, którzy go akceptują takim, jakim jest.
Idąc ulicą obok Anny, spojrzał na nią z uśmiechem.
– Masz cudowną mamę. Myślę, że mnie polubiła. Naprawdę ją podziwiam. To, jak mnie przyjęła... to znaczy dla mnie więcej, niż potrafię wyrazić.
Anna ścisnęła jego rękę.
– Mówiłam, że wszystko będzie dobrze. Ty po prostu musisz nauczyć się wierzyć w siebie tak, jak ja w ciebie wierzę.
Tamtego wieczoru Patryk poczuł, że może być nie tylko wokalistą, ale też człowiekiem, który odnajduje swoje miejsce w świecie, gdzie bliskość i akceptacja są możliwe. I że w tej podróży nie jest już sam.