Wbrew oddaleniu
Patryk wszedł do swojego przestronnego apartamentu w centrum Chicago, zamykając drzwi za sobą z lekkim westchnieniem. Miejsce to, choć luksusowe i imponujące, zawsze wydawało mu się przeraźliwie puste. Marmurowe podłogi, wysokie okna z widokiem na rozświetlone miasto, designerskie meble – wszystko to było niczym w obliczu pustki, która wypełniała jego środek.
Odłożył klucz na stolik i ruszył w stronę łazienki. Chłód płyt marmurowych pod stopami kontrastował z przyjemnym ciepłem, jakie wciąż czuł w sobie. Rozkoszne ciepło, które zaczęło ogarniać jego ciało już w momencie, gdy rozstawał się z Anną w parku.
Anna. Imię to dźwięczało w jego głowie jak melodia, którą nie potrafił przestać nucić. Była przypadkiem, zrządzeniem losu, a jednak – czy przypadki w ogóle istnieją? Jak mogło być inaczej, skoro spotkanie z nią wywróciło jego świat do góry nogami w sposób, którego nigdy wcześniej nie doświadczył?
Odkręcił kran w wannie, pozwalając gorącej wodzie wypełnić przestrzeń łazienki parą. Zapach lawendowego olejku unosił się w powietrzu, kojąc jego zmysły. Rozebrał się powoli, niemal z namaszczeniem, a potem zanurzył się w wodzie. Ciepło otuliło go jak delikatny koc, a on zamknął oczy, pozwalając swoim myślom dryfować.
Była piękna, ale nie w sposób oczywisty. Jej uśmiech był nieco nieśmiały, a oczy miały w sobie jakiś rodzaj ukrytej tajemnicy, która go zaintrygowała. Rozmawiali o niczym i o wszystkim, siedzieli na ławce w parku, podczas gdy miasto dookoła nich tętniło życiem. Każde jej słowo wydawało się mieć głębsze znaczenie, każdy gest – ukryte przesłanie.
„Czy to jest pragnienie?” – zastanawiał się, spoglądając na delikatne fale wody wokół swojego ciała. Wszystko, co czuł, było dla niego czymś nowym. Dotychczas jego życie było jak scena, na której odgrywał rolę – wokalisty, idola, gwiazdy. Każdy ruch, każde słowo były przemyślane, a jednak puste. Anna sprawiła, że poczuł się prawdziwy, niemal nagi w swojej szczerości.
Przypomniał sobie moment, w którym jej palce musnęły jego dłoń. Ten drobny, niemal niezauważalny gest sprawił, że jego serce przyspieszyło, a w głowie pojawiło się pytanie: „Czy ona może być tą jedyną?”. Zawsze wierzył, że miłość to iluzja, kolejny mit tworzony przez ludzi, by łatwiej im było znosić samotność. Ale teraz, myśląc o niej, czuł coś, czego nie potrafił nazwać. Rozkoszne ciepło rozlewające się po jego ciele było czymś więcej niż fizycznym doznaniem – było nadzieją.
„Czy nadzieja nie jest największą słabością człowieka?” – pomyślał z lekkim uśmiechem. Ale zaraz potem pojawiła się inna myśl: „A może to właśnie nadzieja jest tym, co czyni nas ludźmi?”. Pragnienie, aby być kochanym, być zrozumianym, aby znaleźć kogoś, kto sprawi, że pustka zniknie – czy nie tego wszyscy szukamy?
Patryk zanurzył się głębiej w wodzie, pozwalając, by ciepło rozproszyło napięcie w jego ciele. Ale jego myśli wciąż krążyły wokół Anny. Jej głos brzmiał w jego głowie jak echo, a obraz twarzy – delikatnie oświetlonej blaskiem latarni – wydawał się niemal namacalny. Wiedział, że to uczucie jest czymś, czego nie może zignorować. Było jak iskra, która zapaliła ogień w jego wnętrzu.
„Czy ona czuje to samo?” – zastanawiał się, wpatrując się w sufit. Nie miał odpowiedzi, ale wiedział jedno – chciał się tego dowiedzieć. Po raz pierwszy od dawna nie bał się tego, co przyniesie przyszłość. Zamiast tego czuł ekscytację, jakby był na progu czegoś wielkiego, czegoś, co mogło zmienić jego życie na zawsze.
Wyszedł z wanny, owinął się puszystym ręcznikiem i podszedł do okna. Miasto w dole wciąż żyło, a on poczuł się dziwnie połączony z tym chaosem. Gdzieś tam, wśród tysięcy ludzi, była Anna. Może spała, a może, tak jak on, myślała o tym, co się wydarzyło.
„Jutro” – pomyślał z determinacją. Jutro znajdzie odpowiedzi. Ale tej nocy pozwoli sobie na to, by marzyć, by wierzyć, że może jednak nie jest sam w tej wędrówce przez życie. I że może, tylko może, znalazł osobę, która uczyni tę podróż piękniejszą.