U psychologa
Chicago spowite było zimowym chłodem, a wiatr, jak to bywa w Wietrznym Mieście, przeszywał nawet najgrubsze warstwy ubrań. Patryk, zielonooki, długowłosy blondyn, znany wokalista popularnego zespołu rockowego, wpatrywał się przez okno taksówki, która zmierzała w kierunku małego, niepozornego budynku w północnej części miasta. Po raz pierwszy od wielu lat czuł się tak zagubiony, że zdecydował się na krok, który jeszcze niedawno wydawał mu się zbędny – wizytę u psychologa.
Jego życie, choć z zewnątrz wyglądało na idealne, pełne było napięcia i samotności. Światła reflektorów, wiwatujące tłumy, fanatyczni fani – wszystko to miało swoją cenę. Ale tym, co najbardziej dręczyło Patryka, była jego relacja z Anną. Była jego menadżerką i przyjaciółką, osobą, na której zawsze mógł polegać. Była też kimś, kogo kochał w sposób, którego nie mógł wyrazić.
Nie mógł jej tego powiedzieć – nie tylko dlatego, że bał się jej reakcji, ale też dlatego, że Anna była w związku. Widok jej uśmiechu, gdy rozmawiała przez telefon ze swoim partnerem, był dla niego jak nóż w serce. Mimo to nie potrafił odsunąć jej od siebie. Każda chwila spędzona z nią była jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem.
Gdy tak siedział w taksówce, myśli o Annie nawiedzały go jak duchy. Czy była świadoma jego uczuć? Czy kiedykolwiek zauważyła, jak jego głos łamał się, gdy wypowiadał jej imię? Może właśnie dlatego postanowił spotkać się z psychologiem. Musiał znaleźć sposób, by sobie z tym poradzić. Nie mógł pozwolić, by te emocje go zniszczyły.
Dotarł na miejsce kilka minut przed czasem. Budynek był prosty, bez żadnych ozdób, jakby celowo miał ukrywać historie ludzi, którzy go odwiedzali. Wewnątrz panowała atmosfera przytłaczającego spokoju – ciche rozmowy, szelest przewracanych stron czasopism, dźwięk stukania butów o podłogę.
Patryk usiadł na jednym z krzeseł w poczekalni. Otaczali go ludzie w różnym wieku, wszyscy zamknięci w swoich myślach. Nikt nie zwracał na niego uwagi, co było dla niego rzadkością. Jako wokalista zespołu rockowego był przyzwyczajony do tego, że ludzie go rozpoznawali. Tu jednak był tylko kolejną osobą w kolejce do rozmowy o swoich problemach.
Gdy jego nazwisko zostało wywołane, poczuł, jak serce przyspiesza mu rytm. Wstał i wszedł do gabinetu, gdzie czekał na niego psycholog – starszy mężczyzna o łagodnym spojrzeniu i spokojnym głosie. Po krótkim przywitaniu Patryk usiadł na fotelu i przez chwilę wpatrywał się w swoje dłonie, zanim zaczął mówić.
– Nie wiem, od czego zacząć – powiedział w końcu, a jego głos zabrzmiał ciszej niż zwykle. – Może od tego, że czuję się... pusty. Chyba nigdy nie czułem się tak samotny jak teraz.
Psycholog skinął głową, zachęcając go do kontynuowania. Patryk zaczął opowiadać o swoim życiu – o koncertach, o presji bycia w centrum uwagi, o tym, jak jego sukcesy wydawały się niczym w porównaniu do bólu, jaki nosił w sercu. W końcu dotarł do tematu Anny.
– Ona jest... wszystkim – powiedział, a jego głos zadrżał. – Jest moją przyjaciółką, moją menadżerką. Bez niej nie byłoby mnie tutaj. Ale jest coś więcej. Kocham ją. I to mnie niszczy.
Opowiedział o swoich uczuciach, o walce, jaką toczył każdego dnia, by je ukryć. Psycholog słuchał uważnie, nie przerywając, jedynie czasem zadając pytania, które pomagały Patrykowi lepiej zrozumieć swoje emocje. Rozmowa trwała ponad godzinę, a kiedy nadszedł czas, by ją zakończyć, Patryk poczuł, że choć nie znalazł jeszcze rozwiązania, zrobił pierwszy krok ku uporządkowaniu swojego życia.
Wychodząc z gabinetu, odetchnął głęboko. Zimne powietrze uderzyło go w twarz, ale tym razem wydawało się mniej przytłaczające. Czy czuł się lepiej? Może odrobinę. Ale przede wszystkim czuł, że nie jest już sam w swojej walce. I to było coś.
Patryk ruszył w stronę domu, a jego myśli znów wróciły do Anny. Wiedział, że czeka go jeszcze długa droga, ale pierwszy krok został zrobiony. I to dawało mu nadzieję, że kiedyś znajdzie odpowiedź na pytanie, które tak długo go dręczyło: jak żyć, kochając kogoś, kto nigdy nie będzie jego?