U dentysty
Dzień zaczął się spokojnie, niemal leniwie. Promienie zimowego słońca wpadały przez duże okna naszego mieszkania w Chicago, rozlewając się ciepłymi smugami na drewnianej podłodze. Siedziałem przy kuchennym stole, wciąż lekko rozespany, z kubkiem gorącej kawy w dłoni. Anna, moja narzeczona, przysiadła obok, delikatnie przesuwając w moim kierunku talerz z jajecznicą i grzankami.
Spojrzałem na nią i uśmiechnięty powiedziałem:
– Wygląda na to, że mamy dzisiaj spokojny poranek. Zero telefonów, zero nagłych spraw.
Anna odwzajemniła uśmiech, poprawiając kosmyk ciemnych włosów, który opadł jej na twarz.
– No to cieszmy się chwilą spokoju. Zasłużyłeś na to po tych wszystkich koncertach.
Wziąłem kęs grzanki, zadowolony z jej smaku, kiedy nagle poczułem coś twardego w ustach. Zatrzymałem się na moment, zdezorientowany. Wyplułem to na dłoń, a moim oczom ukazał się mały, srebrzysty kawałek metalu. Plomba. Moje serce momentalnie zabiło szybciej.
– No nie... – mruknąłem do siebie, podnosząc wzrok na Annę. – Chyba straciłem plombę.
Anna spojrzała na mnie z troską.
– Musisz pójść do dentysty. Nie możesz tego tak zostawić, Patryk.
Wzruszyłem ramionami, próbując zbagatelizować sprawę, choć w środku już odczuwałem dreszcz niepokoju.
– Może jakoś to wytrzymam. Na razie nie boli.
Anna uniosła brew, a jej ton zmienił się na bardziej stanowczy.
– Nie ma mowy. Zaraz umówię ci wizytę.
Nie miałem siły dyskutować, zwłaszcza że wiedziałem, że ma rację. Mimo to, kiedy Anna sięgnęła po telefon, poczułem się jak skazaniec na drodze do sali przesłuchań. Dentysta. Nawet samo słowo budziło we mnie niewyraźne wspomnienia z dzieciństwa – ból, dźwięk wiertła, zimne światło lampy.
***
Kilka godzin później siedziałem w poczekalni gabinetu stomatologicznego. Wnętrze było przytulne – pastelowe ściany, wygodne fotele, cicha muzyka w tle. Mimo to nie mogłem się uspokoić. Moje długie palce bawiły się skrawkiem nitki, która wystawała z mankietu mojej kurtki. W głowie kręciły się wszystkie możliwe scenariusze – od lekkiego dyskomfortu po nieznośny ból.
„Może powiem, że muszę wyjść? – pomyślałem. „Znajdę wymówkę, wrócę do domu i jakoś to przeczekam”.
Ale zanim zdążyłem podjąć decyzję, drzwi gabinetu otworzyły się, a recepcjonistka spojrzała na mnie z uśmiechem.
– Panie Patryku, zapraszamy.
Poczułem, jak żołądek przewraca się w środku. Wstałem jak w transie i ruszyłem za nią do gabinetu. Dentysta, niski mężczyzna o pogodnej twarzy, powitał mnie serdecznie.
– Nie ma się czego bać – powiedział, jakby czytając w moich myślach. – Tylko sprawdzimy, co się stało.
Usiadłem na fotelu, czując się jak aktor w najgorszym horrorze. Chociaż początkowo byłem spięty, to z każdą minutą czułem, jak napięcie powoli opada. Dentysta był profesjonalny i spokojny, a jego głos miał w sobie coś uspokajającego.
– To niewielkie uszkodzenie – powiedział po chwili. – Plomba będzie wymieniona szybko i bezboleśnie.
Rzeczywiście, cały zabieg trwał nie więcej niż dwadzieścia minut. Kiedy dentysta zakończył pracę, poczułem się niemalże głupio za swoje obawy.
***
Wracając do domu, spojrzałem na swoje odbicie w witrynie sklepowej. Długie blond włosy były lekko rozwichrzone, a zielone oczy patrzyły na mnie z mieszaniną ulgi i lekkiego wstydu.
– Strach ma wielkie oczy – mruknąłem pod nosem, uśmiechając się do siebie. Wiedziałem, że następnym razem będzie mi łatwiej przekroczyć te drzwi.