Pytania retoryczne?
Patryk siedział w wygodnym fotelu przed kominkiem, płomienie rzucały tańczące cienie na ściany eleganckiego, choć minimalistycznego mieszkania w Chicago. Był to piątkowy wieczór, a miasto za oknem pulsowało swoim rytmem – Patryk słyszał klaksony samochodów, odgłosy tłumów i gdzieś w oddali muzykowanie ulicznego saksofonisty – lecz tutaj, w zaciszu swojego salonu, mężczyzna odnalazł chwilę wytchnienia. W jednej ręce trzymał kieliszek czerwonego wina, w drugiej delikatnie przesuwał palcami po grzbiecie starej, skórzanej książki, która leżała na stoliku.
Przymknął oczy, pozwalając wspomnieniom wypłynąć na powierzchnię jego umysłu. Miał czterdzieści lat i często zastanawiał się, kiedy dokładnie życie zaczęło płynąć tak szybko. Pamiętał siebie jako chłopca, marzącego o wielkiej scenie, światłach reflektorów i tłumach skandujących jego imię. Wydawało mu się, że to było wczoraj, a jednocześnie jakby w innym życiu. Dziś był znanym wokalistą, liderem popularnego zespołu rockowego, ale czy to naprawdę była droga, którą chciał obrać?
Patryk upił łyk wina i spojrzał na tańczące płomienie. „Czy druga połowa mojego życia upłynie równie szybko jak pierwsza?” – pomyślał. Ta myśl była zarówno fascynująca, jak i przerażająca. Z jednej strony, życie wydawało się nieuchwytnym strumieniem, który nieustannie pędzi naprzód, z drugiej jednak, czuł ciężar swoich decyzji, które naznaczyły każdy jego krok. W głębi serca czuł, że gdzieś po drodze stracił coś ważnego – może niewinność, może czystość intencji, może siebie samego.
Zastanawiał się nad błędami, które popełnił. Ile z nich było niewybaczalnych? Wierzył, że każdy człowiek ma w sobie pragnienie odkupienia, ale czy naprawdę można naprawić to, co zostało zniszczone? Przypomniał sobie Marię – kobietę, którą kochał, ale której miłość stracił przez własne ego i brak odwagi, by być szczerym. Myślał o przyjaciołach, których odtrącił, gdy popularność zaczęła rosnąć, i o rodzinie, której zbyt często brakowało w jego życiu, bo koncerty, wywiady i życie w trasie były ważniejsze.
„Co mam uczynić, żeby niczego nie żałować w momencie śmierci?” – to pytanie wracało do niego jak mantra. Czy kluczem była zmiana? A może akceptacja? Czy powinien przestać śpiewać i poświęcić się zupełnie czemuś innemu? Może napisać książkę? Zbudować dom nad jeziorem i zacząć malować? Jego myśli lawirowały między skrajnościami – od pragnienia ucieczki do kompletnej rezygnacji z wszelkich rozważań.
Zastanawiał się też nad czasem. Czy jest czymś, co można kontrolować, czy jedynie iluzją, której podporządkowujemy swoje życie? Płomienie w kominku zdawały się drwić z tych myśli, ich ruch był chaotyczny, a jednak pełen harmonii, przypominając mu o tym, jak życie potrafi być nieprzewidywalne i piękne zarazem.
Przez chwilę w pokoju zapanowała cisza, jedynie trzaskanie drewna w kominku wypełniało przestrzeń. Patryk spojrzał na swoje odbicie w oknie. Zielone oczy – niegdyś pełne młodzieńczej energii – teraz wydawały się zmęczone, lecz nie całkiem pozbawione nadziei. Blond włosy, sięgające ramion, stały się symbolem jego tożsamości na scenie, ale czy były częścią jego prawdziwego ja?
„Może odpowiedzią jest po prostu bycie obecnym” – pomyślał. Może zamiast roztrząsać przeszłość i martwić się przyszłością, powinien skupić się na chwili obecnej, na tym winie, na ogniu, na ciszy.
Odstawiając kieliszek, sięgnął po gitarę stojącą w rogu pokoju. Zagrał kilka akordów, które przypomniały mu melodie pisane w młodości. Proste, szczere, pełne emocji. Zaczął nucić, a dźwięk jego głosu wypełnił pomieszczenie. Może nie chodziło o naprawianie błędów ani o znalezienie nowej drogi, ale o tworzenie czegoś, co miało znaczenie tu i teraz. O prawdę, która przetrwa, nawet gdy jego czas dobiegnie końca.
Kiedy noc zapadła na dobre, a wino w kieliszku się skończyło, Patryk poczuł coś, czego dawno nie czuł – spokój. Nie znał wszystkich odpowiedzi, ale zrozumiał, że nie musi ich znać. Wystarczy, że będzie szukał dalej, otwarty na wszystko, co przyniesie życie.