Przyjaciółka?
Patryk od rana czuł to dobrze znane ukłucie pustki. Promienie słońca wpadały do apartamentu w Chicago, rozlewając się po nowoczesnym wnętrzu, ale światło nie było w stanie rozproszyć ciężkiego mroku, który osiadł na jego duszy. Sięgnął po gitarę stojącą w rogu salonu, jednak już po kilku minutach odłożył ją z powrotem. Struny zdawały się brzmieć pustymi nutami, a każdy akord, który próbował wydobyć, przypominał mu o tym, jak bardzo brakowało mu inspiracji.
Błąkał się po apartamencie, z jednego pokoju do drugiego, bez celu. Bogate wnętrza, które kiedyś wydawały mu się spełnieniem marzeń, teraz były tylko zimną przestrzenią. Szklane ściany odsłaniały widok na miasto żyjące własnym rytmem, ale Patryk czuł się, jakby był po drugiej stronie lustra – odizolowany, niewidzialny.
Zaparzył sobie kawę, ale smak wydawał się bez wyrazu. „Usiedliśmy kiedyś razem z Anną” – pomyślał, nagle przypominając sobie wieczór, gdy siedzieli w tej samej kuchni, śmiejąc się z anegdot, które opowiadała. Anna. Jej imię wracało do niego jak mantra.
Patryk wiedział, że Anna nie jest już tylko jego menadżerką. Odkrył to nagle, jakby uczucie zrodziło się z pustki, ale tak naprawdę było z nim już od dawna, nieśmiało przyczajone na skraju jego świadomości. Każdy gest Anny, jej uśmiech, sposób, w jaki z pasją opowiadała o kolejnych trasach koncertowych – wszystko to zdawało się teraz nabierać nowego znaczenia.
„To głupie” – pomyślał, spoglądając na swoje odbicie w lustrze. Długie blond włosy opadały mu na ramiona, zielone oczy błyszczały z lekkim zmęczeniem. „Przecież nie mogę jej tego powiedzieć, zepsuję wszystko. Jest moim filarem, zawsze gotowa rozwiązać każdy problem, który pojawia się na horyzoncie. Jak mogę zaryzykować utratę jej przyjaźni?”
Usiadł na sofie, wpatrując się w swój telefon. Myśl o zadzwonieniu do niej kusiła, ale bał się, że jego głos zdradzi zbyt wiele. Czy Anna coś podejrzewała? Czy te wszystkie spojrzenia, które ukradkiem rzucał w jej stronę, nie były zbyt oczywiste?
Przypomniał sobie chwilę z ostatniej trasy koncertowej. Byli wtedy na zapleczu po koncercie, zmęczeni, ale szczęśliwi. Anna trzymała w rękach setlistę, którą miał podpisać, i śmiała się, gdy jedna z fanek wyznała, że marzy o ślubie z Patrykiem.
– Masz fanklub na pół świata – powiedziała wtedy z przekomarzaniem. On zaśmiał się razem z nią, ale w środku myślał, że jedyną osobą, na której mu zależy, była ona.
Minuty mijały, a Patryk wciąż siedział na sofie, będąc świadkiem swojego własnego wewnętrznego chaosu. Czasem żałował, że był wokalistą – świat rocka, scena, wielkie sale koncertowe – wszystko to, co kiedyś wydawało się spełnieniem marzeń, teraz stało się tylko scenografią dla jego samotności. Ludzie otaczali go codziennie, ale w tym tłumie brakowało jednej osoby, która liczyłaby się najbardziej.
„Może powinienem ją zaprosić na kolację? Bez zobowiązań, po prostu przyjacielsko” – myślał, choć w głębi duszy wiedział, że nic, co miałoby związek z Anną, nie byłoby już dla niego neutralne. Każda minuta spędzona z nią była przepełniona skrytymi pragnieniami i nadziejami, które bał się wypowiedzieć na głos.
Podszedł do okna i oparł się czołem o zimną szybę. Chicago tętniło życiem, samochody mknęły po ulicach, a ludzie spieszyli się w swoich codziennych sprawach. „Czy ona myśli o mnie w taki sposób, w jaki ja myślę o niej?” – zastanawiał się.
W tej chwili jedynym dźwiękiem w apartamencie był cichy stukot zegara na ścianie. Patryk wiedział, że czas nie czeka, ale on czuł się jak zamrożony w tej jednej chwili, rozpięty między strachem a nadzieją.