Prawdziwy powód
Budzi mnie jasne, zimowe słońce, które przedziera się przez zasłony w sypialni. Otwieram jedno oko, potem drugie, próbując powrócić do rzeczywistości. Głowa lekko mi pulsuje po wczorajszym koncercie i późnym spotkaniu z zespołem. Na stoliku nocnym leży nieotwarta butelka wody, na której widok czuję wyrzuty sumienia – wczoraj byłem zbyt zmęczony, żeby się nią zainteresować. Sięgam po nią teraz i piję kilka dużych łyków. Przypominam sobie, że dzisiaj nie muszę nigdzie się spieszyć. Mogę się wylegiwać do południa.
Leżę z zamkniętymi oczami, pozwalając myślom błądzić. W głowie przewijają mi się wspomnienia: pulsująca energia tłumu podczas koncertu, światła sceniczne, które rozświetlały twarze ludzi śpiewających z nami. Poczucie jedności, jakie daje muzyka, zawsze mnie wzrusza. Jednocześnie pojawia się cichy niepokój – czy dzisiejsza popularność nie jest chwilowa? Czy zdołamy utrzymać ten poziom, czy może zgaśniemy jak wiele innych zespołów?
Przewracam się na bok i otwieram oczy. Anna leży obok, ale jej twarz zdradza, że nie śpi. Jej piękne, ciemne oczy patrzą w sufit, a usta układają się w delikatny grymas. Od razu czuję, że coś jest nie tak.
– Dobry poranek – mówię cicho, próbując rozjaśnić atmosferę. Odpowiada mi tylko półuśmiech, ale w jej oczach widzę zmęczenie i smutek.
Wstaję z łóżka, przeciągam się i rzucam szybkie spojrzenie na swoje odbicie w lustrze. Długie blond włosy są w chaosie – rezultat spania na mokro. Zielone oczy wydają się trochę zamglone, ale trudno mi się temu dziwić. Zakładam dresy i idę do kuchni, mając nadzieję, że kawa poprawi zarówno mój nastrój, jak i jej. W międzyczasie próbuję rozweselić Annę rozmową, ale jej odpowiedzi są krótkie i wymuszone. Nie naciskam. Znam ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że czasem po prostu potrzebuje przestrzeni.
Podczas śniadania obserwuję ją kątem oka. Ma na sobie luźną bluzę, a włosy niedbale związane w kucyk. Wygląda delikatnie i trochę przygaszona, co sprawia, że coś we mnie mięknie. Wiem, że to chwiejny dzień. Takie się zdarzają, choć nigdy nie przywykłem do patrzenia na jej smutek. Postanawiam działać.
– Wyjdę na chwilę – oznajmiam, wkładając kurtkę. – Będę zaraz z powrotem.
Anna unosi brwi, wyraźnie zdziwiona, ale nic nie mówi. Gdy zamykam drzwi, czuję, jak świeże, chłodne powietrze uderza mnie w twarz. Idę szybkim krokiem w stronę pobliskiej kwiaciarni, mając nadzieję, że coś tak prostego jak bukiet róż i czekoladki wywoła uśmiech na jej twarzy. Wybieram kwiaty – czerwone, pełne, pachnące. Do tego starannie zapakowane pudełko pralinek.
Wracając, czuję lekki niepokój. Czy to wystarczy? Czy Anna w ogóle będzie chciała się otworzyć? Znam ją dobrze, ale czasem jej emocje wydają mi się labiryntem bez wyjścia. Gdy otwieram drzwi mieszkania, ona siedzi na kanapie, z kubkiem herbaty w dłoniach. Widać, że trochę się uspokoiła.
– To dla ciebie – mówię, wręczając jej kwiaty i czekoladki. Przez chwilę patrzy na mnie zaskoczona, a potem jej twarz rozjaśnia się uśmiechem. Nie wielkim, ale szczerym.
– Dziękuję, Patryk – mówi cicho. Jej oczy błyszczą, ale tym razem nie od smutku. – Jesteś cudowny. Przepraszam, że byłam dzisiaj taka trudna. Rano dostałam okres. Wszystko mnie irytowało, nawet bez powodu.
Śmiejemy się razem, a napięcie, które wisiało w powietrzu, ustępuje miejsca ciepłej, lekkiej atmosferze. Przytulam ją mocno, a w tym uścisku czuję, że znowu jesteśmy w harmonii. Życie z Anną jest jak nasza muzyka – pełne emocji, czasem trudne, ale zawsze warte wysiłku.