Podarunek
Siedzę na sofie w salonie, wpatrując się w wielkie okno wychodzące na panoramę Chicago. Popołudniowe światło leniwie rozlewa się po moim apartamencie, rzucając złote refleksy na drewnianą podłogę. W dłoni obracam szklankę z whisky, ale nie piję. Skupiam się na ciepłym ciężarze szkła, na delikatnych śladach skroplonej wody na powierzchni. Myśli błądzą.
Anna. Zaraz tu będzie.
Serce bije mi szybciej na samą myśl o niej. Nie tylko dlatego, że jest piękna, chociaż jest. Jej jasne oczy mają w sobie coś, co potrafi mnie rozbroić w jednej chwili. Ale to coś więcej. Jej obecność sprawia, że czuję się lepszy. Spokojniejszy. Zrozumiany.
A jednak dzisiaj czuję niepokój. Wiem, że ten wieczór będzie ważny. Nie wiem dokładnie, jak to się stanie, ale czuję to pod skórą. W ostatnich tygodniach widziałem w jej spojrzeniu coś, czego wcześniej nie było – tęsknotę za czymś, co jeszcze jej nie dałem. Bliskość, czułość, pewność. Pragnę jej to ofiarować, ale czy potrafię? Czy nie zawiodę?
Wokalista popularnego zespołu rockowego. Idol dla tysięcy ludzi, mężczyzna, który wchodzi na scenę i bez wahania bierze publiczność w swoje ręce. A jednak teraz, tu, w ciszy mojego mieszkania, czuję się jak ktoś zupełnie inny. Nago, nie w sensie dosłownym, ale emocjonalnym. Wystawiony na surową prawdę o sobie. Nie jestem nieomylny. Nie jestem doskonały. Ale dla niej chcę być najlepszy, jak potrafię.
Spoglądam na zegarek. Jeszcze kilka minut. Wstaję, krążę po salonie. Poprawiam poduszki na sofie, choć już są idealnie ułożone. Dotykam ramienia gitary opierającej się o ścianę. W głowie kołacze mi melodia – nieznana, nowa, jeszcze nieubrana w słowa. Może to właśnie dźwięk dzisiejszego wieczoru?
Gdy dzwonek rozbrzmiewa, wstrzymuję oddech. Idę do drzwi, otwieram je. Anna stoi tam, owinięta w ciepły płaszcz, jej jasne włosy lekko rozwiane wiatrem. Uśmiecha się. Widzę w jej oczach coś, co rozwiewa wszystkie moje obawy. Pewność. Tęsknotę. Miłość.
Zapraszam ją do środka, a ona wsuwa się w moje ramiona, wtulając się w moją pierś. Przez chwilę stoimy tak w milczeniu. Czuję ciepło jej ciała, delikatny zapach perfum, który miesza się z wonią mojego mieszkania. Światło lampy rzuca na jej twarz miękki blask. Zamykam oczy, pozwalam sobie na tę chwilę.
Nie wiem, co przyniesie ten wieczór. Nie wiem, jakie słowa padną, jakie gesty staną się nieodwracalne. Ale wiem jedno – nie chcę już się bać. Chcę dać jej wszystko, co we mnie najlepsze. I czuję, że to właśnie dziś zacznę.
***
Patryk siedział na skórzanej kanapie w swoim przestronnym apartamencie w Chicago, wsłuchując się w cichy szum miasta za oknem. Była sobota, popołudnie, leniwe i nieco nerwowe jednocześnie. Przez duże panoramiczne szyby widział dalekie światła samochodów przesuwające się w równym rytmie, jakby samo miasto oddychało swoim tempem. Jednak on nie potrafił dopasować się do tego spokoju. W jego sercu tlił się niepokój, subtelne napięcie, które ściskało gardło i nie pozwalało odetchnąć pełną piersią.
Dzisiaj miało się wydarzyć coś ważnego. Czuł to w każdej komórce swojego ciała. Anna miała zaraz przyjść, a Patryk nie potrafił skupić myśli. Przesuwał palcami po swoich długich, blond włosach, zaczesując je do tyłu w nerwowym geście. Próbował skupić się na muzyce sączącej się z głośników – delikatne dźwięki gitary akustycznej miały go uspokoić, ale jedynie potęgowały drżenie jego dłoni. Wiedział, że ten wieczór będzie wyjątkowy, ale czy on sam stanie na wysokości zadania? Czy potrafi dać Annie to, czego potrzebuje?
Znał ją już dobrze, wiedział, jak bardzo pragnęła bliskości. W jej oczach widział tęsknotę, potrzebę czułości, którą zbyt często skrywała pod maską codziennych uśmiechów. A on... On też tego pragnął. Chciał ofiarować jej wszystko, każdą swoją myśl, każdy dotyk, każde słowo, które nosił w sercu, ale bał się. Bał się, że nie będzie wystarczający. Że zawiedzie. Że kiedy nadejdzie ta chwila, nie spełni jej oczekiwań, a jego miłość okaże się zbyt nieporadna, zbyt niepewna.
Patryk przeszedł do kuchni, nalał sobie kieliszek czerwonego wina, ale nie wypił od razu. Obracał szkło w dłoniach, patrząc, jak płyn leniwie krąży po ściankach. W głowie kłębiły się myśli, pytania bez odpowiedzi. Czy Anna czuje to samo? Czy wie, jak bardzo ją kocha? Czy zdoła przekazać jej to w sposób, który nie pozostawi żadnych wątpliwości?
Nagle dźwięk domofonu wyrwał go z zamyślenia. Wziął głęboki oddech i ruszył do drzwi. Kiedy je otworzył, zobaczył Annę stojącą na progu. Jej oczy, zawsze pełne blasku, teraz miały w sobie coś jeszcze – coś, co sprawiło, że cały jego niepokój rozpłynął się jak mgła. Była piękna, jak zawsze, ale dziś w jej spojrzeniu kryła się nadzieja, czułość i coś, co rozgrzało jego serce.
– Czekałeś? – zapytała cicho, a on tylko skinął głową, niezdolny do wydobycia słowa.
Weszła do środka, a on zamknął za nią drzwi. Czuł, jak między nimi wibruje niewypowiedziane napięcie. Usiadła na kanapie, a on usiadł obok, czując ciepło jej ciała. Nie chciał się spieszyć. Chciał, by wszystko było naturalne, by każde słowo, każdy gest wypłynął z nich w najprostszy, najbardziej szczery sposób.
Anna ujęła jego dłoń i ścisnęła ją lekko. Spojrzała na niego tak, jakby chciała rozwiać wszystkie jego wątpliwości jednym spojrzeniem. Patryk poczuł, jak spływa na niego spokój. Była tutaj. Była z nim. I to wystarczyło.
Wieczór powoli otulał miasto granatem nieba, a oni siedzieli obok siebie, nie spiesząc się, pozwalając każdej chwili trwać. Kiedy Patryk w końcu nachylił się, by pocałować Annę, nie było w tym lęku. Była tylko pewność, że to, co czuje, jest prawdziwe. Że Anna nie będzie zawiedziona. Że tej nocy nic ich nie rozdzieli.
To był wieczór, którego nigdy nie zapomni.