Po koncercie
Kiedy patrzę na nią, na światło odbijające się w jej oczach, na ciepło jej uśmiechu, czuję, jak cały mój świat układa się w jeden klarowny obraz. Anna. Moja Anna. Od niemal roku jest przy mnie, a ja czuję, że każdy dzień przy jej boku to najpiękniejsza melodia, jaką kiedykolwiek napisało moje serce. Nie mam wątpliwości. Chcę, by była moją żoną. Nie tylko teraz, nie tylko przez kilka lat – na zawsze.
Oświadczyny to nie jest coś, co powinno być przypadkowe. To nie powinna być jedynie chwila, lecz moment, który wyryje się w naszej pamięci, który pozostanie w nas na zawsze. Pragnę czegoś wyjątkowego. Czegoś, co będzie miało znaczenie. Coś, co sprawi, że gdy po latach wrócimy myślami do tego dnia, na naszych twarzach pojawi się ten sam uśmiech, co wtedy.
Piątkowy wieczór. Siedzę w apartamencie w Chicago, rozmyślając o najlepszym sposobie, by to zrobić. Serce bije szybciej, dłonie nieznacznie drżą. Przewracam w palcach pierścionek, który kupiłem dzisiaj. Delikatny, z niewielkim diamentem, lśniącym w świetle lampy jak jej oczy. Pasuje do niej. Do jej delikatności, subtelności, ale i siły, którą nosi w sobie.
Wiem, kiedy to zrobię. Po koncercie w sobotę. To nie będzie tylko kolejny występ. To będzie moment, który połączy nas na zawsze. Myśl o tym sprawia, że ciepło rozlewa się po moim ciele. Wizualizuję tę chwilę – tłum fanów, światła, muzykę w powietrzu, pulsującą energię i ją, moją Annę, wychodzącą na scenę.
Sobota nadchodzi szybciej, niż się spodziewałem. Stoję za kulisami, słysząc dudnienie serca w piersi. Wiem, że dzisiaj nie chodzi tylko o koncert. Dzisiaj wszystko się zmieni. Adrenalina miesza się z ekscytacją, a kiedy wychodzę na scenę, pozwalam się ponieść muzyce. Czuję moc dźwięków, rytm, emocje, które przewijają się w moim głosie. Widzę tłum, widzę ich ręce uniesione w górę, widzę radość na twarzach. Ale moje oczy co chwilę odnajdują jedno miejsce. Ją. Stoi w pobliżu sceny, uśmiechnięta, dumna, kochająca. Moja inspiracja. Moja muza. Moja przyszła żona, choć ona jeszcze o tym nie wie.
Czas mija szybciej, niż bym chciał. Ostatnia piosenka dobiega końca, a ja czuję, jak moje serce przyspiesza jeszcze bardziej. Biorę głęboki oddech, a potem podchodzę do mikrofonu.
– Zanim skończymy ten wieczór, chciałbym, żeby dołączyła do mnie jedna osoba – mówię, a tłum zamiera. Fani zaczynają szeptać między sobą, próbując zgadnąć, co się wydarzy. – Anna, skarbie, chodź tutaj.
Widzę zaskoczenie w jej oczach, ale rusza w moją stronę. Wspina się na scenę, a światła reflektorów obejmują nas oboje. W tym momencie świat wokół przestaje istnieć. Jest tylko ona. Ona i ja. Wiem, co robię. Wiem, że to jest to.
Opadam na jedno kolano, a tłum wydaje z siebie głośne westchnienie. Anna zasłania usta dłonią, jej oczy rozszerzają się ze zdumienia. Trzymam w palcach pierścionek, a mój głos, choć pełen emocji, pozostaje pewny.
– Anna, kocham cię. Od chwili, gdy cię poznałem, wiedziałem, że jesteś tą jedyną. Chcę dzielić z tobą każdy dzień, każdą chwilę, każde uderzenie serca. Czy zostaniesz moją żoną?
Chwila zawieszenia, która trwa dla mnie wieczność. A potem łzy w jej oczach, uśmiech, który rozświetla całą scenę i jej ciche: „Tak”, które momentalnie zagłusza euforia tłumu.
Wstaję, obejmuję ją, a ona rzuca się w moje ramiona. Czuję bicie jej serca przy moim, ciepło jej ciała, jej drżenie. Zakładam jej pierścionek na palec, a kiedy nasze usta odnajdują się w pocałunku, wiem, że to dopiero początek. Początek naszej wspólnej, wiecznej melodii.