Nie tylko przyjaciółka IV
Patryk leżał w łóżku, wpatrując się w sufit swojego przestronnego mieszkania. Dźwięki miasta dochodziły zza okna, ale dla niego były ledwie tłem, jakby życie wokół toczyło się w innym wymiarze. Zielone oczy, które na koncertach były pełne blasku i energii, teraz spowijał cień smutku i zmęczenia. Jego długie blond włosy opadały na poduszkę, a ręce bezwładnie spoczywały po bokach.
To nie był pierwszy raz, kiedy czuł się tak zagubiony, ale dziś było inaczej. Wszystko go przytłaczało. Myśl o sobotnim koncercie, na który bilety wyprzedały się w kilka minut, wywoływała jedynie poczucie winy i niechęć. Było coś paradoksalnego w tej sytuacji – miliony fanów kochały jego muzykę, a on sam nie potrafił znaleźć w sobie miłości do własnego życia.
Na samą myśl o Annie – jego menadżerce i najbliższej przyjaciółce – czuł ucisk w sercu. Była dla niego wszystkim: podporą w trudnych chwilach, głosem rozsądku, gdy on sam dawał się ponieść emocjom, a jednocześnie kimś, z kim nie mógł być tak blisko, jak pragnął. Od miesięcy ukrywał swoje uczucia, bojąc się, że ich wyznanie mogłoby zniszczyć ich relację. Anna zawsze była profesjonalna, twarda, skoncentrowana na pracy, a on wiedział, że nie mógłby jej zmusić do odwzajemnienia jego uczuć.
Czasami, gdy byli sami – w hotelowych pokojach, w trasie, podczas długich rozmów o przyszłości zespołu – czuł, jakby między nimi istniała niewidzialna nić. Ale równie często zdawało mu się, że Anna trzyma go na dystans, z obawy przed jakąkolwiek bliskością, która mogłaby skomplikować ich zawodową relację. To było jak gra, której reguły znał tylko on.
Dziś rano, po nieprzespanej nocy, wiedział, że nie da rady udawać. Sięgnął po telefon i drżącymi palcami napisał wiadomość do Anny: „Odwołaj koncert. Nie dam rady”. Gdy w końcu nacisnął „Wyślij”, poczuł ulgę zmieszaną z wyrzutami sumienia. Wyobraził sobie jej reakcję – zmarszczone brwi, szybkie kroki i ten charakterystyczny ton w głosie, gdy pytała go, co się dzieje. Ale tym razem nie zamierzał odpowiadać.
Leżąc tak, pozwolił swojemu umysłowi błądzić. Przypominał sobie pierwsze lata ich znajomości. To ona zauważyła w nim potencjał, gdy jeszcze grał w małych klubach. Była pierwszą osobą, która uwierzyła, że jego głos może poruszyć tłumy. Ich wspólna droga była usłana sukcesami, ale im więcej osiągali, tym większy dystans powstawał między nimi.
Telefon zadzwonił. To była Anna. Patryk spojrzał na ekran, ale nie odebrał. Nie miał siły na rozmowę, na tłumaczenia. Opuścił powieki i pozwolił, by ciepłe łzy spłynęły po jego policzkach. „Muszę coś zmienić” – pomyślał. „Nie mogę tak dłużej”.
Następnego dnia, z trudem zmuszając się do podniesienia z łóżka, zaczerpnął głęboko powietrza i sięgnął po telefon. Tym razem nie pisał do Anny. Znalazł numer, który dał mu kiedyś jeden z kolegów z branży – numer do dobrego psychologa.
– Dzień dobry, chciałbym umówić się na wizytę – powiedział cicho, gdy usłyszał głos po drugiej stronie. Umówienie się na rozmowę było jak pierwszy krok ku odzyskaniu siebie. Czuł, że potrzebuje pomocy, by zrozumieć swoje uczucia, poukładać myśli i odnaleźć się w tym chaosie.
Gdy Justyna pojawiła się u niego w mieszkaniu tego samego dnia, on już wiedział, że musi być z nią szczery. Nie mógł dłużej uciekać. Powiedział jej o swojej decyzji, o odwołaniu koncertu, o rozmowie z psychologiem. Nie wspomniał jednak o tym, co do niej czuł. Jeszcze nie był na to gotowy.
– Jestem z ciebie dumna, wiesz? – powiedziała cicho, kładąc dłoń na jego ramieniu. Te słowa, wypowiedziane przez osobę, którą kochał, sprawiły, że po raz pierwszy od dawna poczuł przebłysk nadziei.
Nie wiedział, co przyniesie przyszłość, ale był gotowy na zmiany. Wiedział, że droga do uzdrowienia będzie długa, ale pierwszy krok już zrobił. A to było wszystko, czego w tej chwili potrzebował.