Nie tylko przyjaciółka I
Patryk siedział w swoim przestronnym apartamencie w samym sercu Chicago. Za ogromnymi oknami rozciągał się widok na rozświetlone miasto, którego zgiełk w tej chwili zdawał się być odległym wspomnieniem. W salonie panował półmrok, rozjaśniany jedynie migotliwym światłem ognia w kominku. Ciepło płomieni delikatnie muskało twarz Patryka, kontrastując z chłodem zimowego wieczoru na zewnątrz.
Na stole obok stała otwarta butelka czerwonego wina, a w dłoni Patryk trzymał kryształowy kieliszek. Jego smukłe palce delikatnie przesuwały się po gładkiej powierzchni szkła, podczas gdy myśli uciekały daleko poza ściany tego apartamentu. Wino miało głęboki, wyrazisty smak, który mieszał się z goryczą w jego sercu. To był jeden z tych wieczorów, kiedy cisza stawała się niemal namacalna, a każda sekunda ciągnęła się w nieskończoność.
Oparł głowę o miękkie oparcie sofy i wpatrywał się w ogień. Jego zielone oczy, zwykle błyszczące energią na scenie, teraz wydawały się zamglone i pełne niepokoju. Myślał o niej – Annie. Jego menadżerka, jego powierniczka, osoba, która była zawsze obok, gdy świat zdawał się walić na jego barki. Była oazą spokoju w jego chaotycznym życiu, ale jednocześnie źródłem niepokoju, który teraz rozdzierał jego duszę.
Annie. Wypowiedzenie jej imienia w myślach zawsze wywoływało u niego delikatny uśmiech. Była wyjątkowa – inteligentna, pełna pasji, zawsze w pełni zaangażowana w pracę. To dzięki niej jego zespół osiągnął tak wiele, to dzięki niej chaos tras koncertowych i wywiadów stawał się znośny. Ale Annie nie była tylko menadżerką. Była kimś więcej. Była kobietą, którą Patryk pokochał, choć nigdy nie odważył się tego wyznać.
Wypił łyk wina, czując, jak jego ciepło rozlewa się po ciele, ale nie przynosi ulgi. Myślał o każdym ich spotkaniu, o każdym uśmiechu, o tych krótkich chwilach, gdy ich spojrzenia spotykały się i wydawało się, że czas na moment przestaje istnieć. Ale czy ona czuła to samo? Czy mogła go pokochać, czy widziała w nim tylko artystę, którego kariera zależała od jej profesjonalizmu?
Patryk odstawił kieliszek i pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach. W jego głowie toczyła się bitwa. Chciał wyznać Annie swoje uczucia, ale strach przed jej reakcją paraliżował go. Co, jeśli ją straci? Co, jeśli jego wyznanie zniszczy ich relację? Z drugiej strony, myśl o tym, by nadal milczeć, była równie bolesna. Nie mógł już dłużej tłumić tego, co czuł. Czuł, że jeśli teraz nie odważy się na ten krok, będzie żałował do końca życia.
„Może napisać list?” – pomyślał. Wyobraził sobie, jak układa słowa na papierze, jak każde zdanie staje się wyrazem jego miłości. Ale list wydawał mu się zbyt bezosobowy, zbyt mało odważny. Annie zasługiwała na coś więcej. Patryk wstał z sofy i zaczął krążyć po salonie, próbując znaleźć odpowiedź.
Po chwili zatrzymał się, spojrzał na telefon leżący na stoliku obok butelki wina. Wiedział, co musi zrobić. Nie był dobry w ukrywaniu swoich emocji, a rozmowa twarzą w twarz była jedyną drogą. Postanowił zadzwonić i poprosić o spotkanie.
Chwycił telefon, a jego dłonie lekko drżały. Wybrał numer Annie, który znał na pamięć, i przyłożył telefon do ucha. Każdy sygnał wydawał się trwać wieczność. W końcu usłyszał jej głos, ciepły i znajomy, a jednocześnie wywołujący w nim lawinę emocji.
– Patryk? Wszystko w porządku? – zapytała z troską w głosie.
– Annie, musimy porozmawiać – powiedział, starając się, by jego głos brzmiał spokojnie, choć serce waliło mu jak oszalałe. – Czy moglibyśmy się spotkać jutro wieczorem? To ważne.
Przez chwilę panowała cisza, która wydawała się ciągnąć w nieskończoność.
– Oczywiście, Patryk. Gdzie i o której? – odpowiedziała w końcu.
Umówili się na spotkanie w małej, przytulnej kawiarni na obrzeżach miasta, miejscu, które oboje lubili i gdzie mogli liczyć na odrobinę prywatności. Kiedy rozmowa dobiegła końca, Patryk odłożył telefon i odetchnął głęboko. Pierwszy krok został zrobiony. Teraz pozostawało tylko zebrać odwagę i powiedzieć jej wszystko.
Usiadł z powrotem na sofie, patrząc na tańczące w kominku płomienie. Jego serce wciąż biło szybciej niż zwykle, ale poczuł też ulgę. Wiedział, że jutro może zmienić wszystko – jego życie, ich relację, może nawet przyszłość zespołu. Ale wiedział też, że musi spróbować. Bo miłość, którą czuł do Annie, była silniejsza niż strach przed odrzuceniem.