Na temblaku
Deszczowe popołudnie w Chicago złowieszczo wpędzało miasto w szarość. Krople uderzały o szyby luksusowego apartamentu w sercu miasta, gdzie Patryk z hukiem zamknął drzwi za sobą. W uszach wciąż dźwięczały mu słowa psychologa, ale nie potrafił ich poukładać. Jego myśli krążyły wokół jednego imienia: Anna. Kobieta, która była jego opoką, jego przewodniczką i muzą, a jednocześnie jego największym cierpieniem.
Sięgnął po gitarę stojącą w kącie i usiadł na kanapie. Struny brzmiały znajomo, lecz ich dźwięk był pusty, pozbawiony dawnego życia. Patryk zamknął oczy, starając się odnaleźć melodię, która mogłaby przynieść ulgę. Zamiast tego pojawiła się cisza, przytłaczająca i nieustępliwa.
Patryk nie był pewien, kiedy zaczął zakochiwać się w Annie. Może to był jej śmiech, kiedy po raz pierwszy spotkali się na rozmowie o współpracy? A może jej determinacja i pasja, która przerastała nawet jego własne ambicje? Była dla niego wszystkim, ale dla niej on był tylko przyjacielem i podopiecznym. Ostatnia rozmowa z psychologiem wybrzmiewała w jego głowie: „Musisz zaakceptować, że nie wszystko w życiu układa się tak, jak chcemy. Miłość to nie zawsze droga w dwie strony”.
Rozumiał, ale serce go nie słuchało. Gdy patrzył na telefon, widząc niewiadomą ilość nieodebranych wiadomości od członków zespołu i przyjaciół, jego ręka zawisała w powietrzu. Nie chciał rozmawiać. Każde słowo wydawało się zbyt błahe, zbyt obojętne w obliczu tego, co przeżywał. Odcinał się od wszystkiego i wszystkich.
Każdy dzień w apartamencie był podobny do poprzedniego. Budził się późno, wpatrując się w sufit. Czasem przez godzinę potrafił analizować jeden szczegół wystroju wnętrza, tylko po to, by uniknąć myśli o Annie. Jego muzyka, kiedyś wyraz jego duszy, stała się cichą towarzyszką melancholii.
Ale czas płynął, nieubłaganie i nieodwracalnie. Pewnego dnia, podczas przeglądania płyt, natknął się na stary album zespołu. Na okładce widniało jego młodsze, pełne życia oblicze. Patrzył na siebie z przeszłości i zaczął zastanawiać się, gdzie zgubił tego chłopaka, który marzył o podbiciu świata. Anna zawsze powtarzała, że jego siłą jest nie tylko głos, ale również zdolność poruszania serc.
Właśnie wtedy zrozumiał, że nie mógł dłużej tkwić w tej stagnacji. Zacisnął pięści, jakby chciał pochwycić własną determinację. Miłość do Anny była bolesna, ale nie mogła być jego całym życiem. Powoli zaczął zmieniać swoje nawyki. Wyszedł na spacer, wciągnął w płuca zimne, mroźne powietrze. Zaczął komponować nowe utwory, wlewając w nie całą gorycz i frustrację, ale też nadzieję.
Każdego dnia było nieco łatwiej. Tydzień po tygodniu, Patryk zaczynał odczuwać, jak rany w jego sercu powoli się goją. Anna pozostawała częścią jego życia, ale już nie przytłaczała każdej myśli. Znów zaczął wychodzić z przyjaciółmi, grać z zespołem i marzyć o przyszłości, w której będzie szczęśliwy – nawet jeśli Anna nie będzie jej częścią.
Pewnego wieczoru, stojąc na balkonie swojego apartamentu, patrzył na rozświetlone ulice Chicago. Poczuł się lekki, wolny. Nie był już tym samym człowiekiem, który kilka tygodni wcześniej sięgał dna w samotności. W jego oczach była teraz siła – nie tylko wokalisty, ale przede wszystkim mężczyzny, który odnalazł siebie.