List do Patryka
Patryk siedział w swoim apartamencie w Chicago, otoczony ciszą, która zdawała się mieć własną, przytłaczającą wagę. W dłoniach trzymał pióro, a przed nim leżała pusta kartka papieru. Jakże ironiczne - pustka wokół niego była niczym w porównaniu z pustką w jego sercu. W końcu, z bolesnym westchnieniem, zaczął pisać:
Drogi Patryku,
Czy istnieje jeszcze ktoś, kto może mnie usłyszeć, jeśli nie ja sam? Czy ten list, ten ostatni krzyk w pustkę, przyniesie mi ulgę? Nie wiem. Nie wiem już nic. Wszystko, co było fundamentem mojej egzystencji, rozsypało się w pył, pozostawiając mnie nagiego wobec otchłani własnej samotności. Każdego dnia budzę się w tym samym piekle – świecie, w którym Ciebie nie ma.
Nie wiem, jak żyć bez Ciebie. Nie wiem nawet, czy to w ogóle jeszcze życie. Powietrze wydaje się cięższe, dni dłuższe, a noce - niekończącą się podróżą przez bezdenne morze smutku. Patrzę w lustro i nie rozpoznaję człowieka, który spogląda na mnie z drugiej strony. To nie ja. To ktoś, kto przetrwał, ale nie wie po co.
Ludzie mówią, że czas leczy rany. Kłamią. Czas to bestia, która codziennie rozdrapuje je na nowo, każe mi przypominać sobie każdy szczegół, każdą chwilę, każde słowo, które powiedziałaś – i te, których nie zdążyłem powiedzieć. Gdybym tylko wiedział, że ten dzień nadejdzie, trzymałbym Cię mocniej. Powiedziałbym więcej. A może mniej – mniej rzeczy błahych, a więcej tych prawdziwych.
Nie potrafię funkcjonować w świecie, który pozbawił mnie Ciebie. Nawet muzyka – jedyna rzecz, która kiedyś była moim schronieniem – teraz mnie zdradziła. Każda melodia brzmi jak requiem, każdy tekst to echo mojej straty. Jak mam pisać piosenki, skoro każde słowo przeżarte jest tęsknotą? Jak mam śpiewać, gdy głos dławi mi się w gardle, a cisza jest jedyną nutą, którą jeszcze potrafię znieść?
Samotność jest okrutnym sędzią. Nie pozostawia miejsca na kłamstwa, nie daje wytchnienia. Jest jak lodowaty cień, który podąża za mną wszędzie – w dzień i w nocy, w tłumie i w pustych pokojach. Ludzie pytają, jak się czuję. Odpowiadam: „dobrze”. Czymże innym mógłbym ich nakarmić, jeśli nie kłamstwem? Prawda jest zbyt ciężka, by mogła zostać wypowiedziana.
Nie wiem, jak długo jeszcze będę w stanie tak żyć. Każdy dzień wydaje się powtórzeniem poprzedniego, a ja tonę coraz głębiej w odmętach własnego umysłu. Może to kara za wszystko, co zrobiłem źle. Może po prostu taki jest los tych, którzy kochali zbyt mocno i stracili zbyt wiele.
Nie mam już siły, Patryku. Nie wiem, co będzie dalej, ale czy to w ogóle ma znaczenie? Świat się nie zatrzymał, mimo że mój wewnętrzny świat rozpadł się na miliony kawałków. Słońce wciąż wschodzi, ludzie wciąż śmieją się i żyją. Tylko ja pozostaję w miejscu, w martwym punkcie czasu, w tej samej chwili, kiedy Cię straciłem.
Może kiedyś odnajdę drogę. Może nie. A może to właśnie jest moja droga – wieczna tułaczka przez labirynt tęsknoty, bez wyjścia, bez nadziei, bez końca.
Twój, a raczej nie-twój,
Patryk