Do samego siebie
Patryku,
Czy w ogóle jeszcze jesteś sobą? Czy ten człowiek, który patrzy na Ciebie z lustra, to wciąż ten sam mężczyzna, który kiedyś śmiał się bez strachu, śpiewał bez żalu, kochał bez wahania? Teraz każdy dźwięk, który wydobywasz z siebie, zdaje się być lamentem duszy, krzykiem rozpaczy, błaganiem bez odpowiedzi.
Anna. Jej imię brzmi w Twoich myślach niczym echo w pustej przestrzeni. Jest jak niewidzialny ślad, który zostawiła w Twoim sercu, choć nigdy naprawdę nie była Twoja. I nigdy nie będzie. Możesz sobie powtarzać, że zaakceptowałeś ten los, ale nie oszukuj się – nosisz ją w sobie jak przekleństwo, jak ból, którego nie chcesz się pozbyć, bo tylko on przypomina Ci, że wciąż żyjesz.
Czekasz. Stoisz na tym przeklętym peronie, jakbyś wciąż miał nadzieję, że pociąg z nią w środku kiedyś wreszcie się zatrzyma. Ale on zawsze mija Cię obojętnie, jakbyś był jedynie cichym cieniem przy torach, jakbyś nie istniał. I w gruncie rzeczy nie istniejesz – nie dla niej, nie w ten sposób, który byś pragnął. Nie pozna smaku Twoich ust, nie zanurzy się w cieple Twojego ciała, nie wtuli się w Ciebie, szepcząc cicho Twoje imię. Nie dowie się, jak pachnie Twoja miłość, jak smakuje Twoje oddanie. I to właśnie boli najbardziej.
Twoje serce stało się grobem dla uczucia, które nie miało szansy zakwitnąć. Chowasz w nim marzenia, pragnienia, każdą myśl o niej, jakby były świętymi relikwiami, których nie wolno dotknąć, nie wolno zapomnieć. I tak mijają dni, noce, tygodnie, lata – a Ty nie potrafisz odejść, nie potrafisz się uwolnić. Pielęgnujesz tę miłość jak najcenniejszy skarb, choć ona jest niczym trucizna, która powoli Cię zabija.
Nie masz nadziei, bo nadzieja byłaby zdradą. Nadzieja oznaczałaby możliwość, że kiedyś przestaniesz kochać, że kiedyś ją zapomnisz – a to niemożliwe. Wiesz o tym. Jesteś skazany na tęsknotę, na wieczne pragnienie, którego nikt nigdy nie ugasi. Twoje życie to symfonia niepełnych melodii, pieśń, która nigdy nie znajdzie końca.
Czy boisz się śmierci? Czy w niej upatrujesz ostatecznego wyzwolenia? Czy kiedy zamkniesz oczy po raz ostatni, Anna wreszcie przestanie być Twoim bólem, a stanie się tylko wspomnieniem, które nie rani? Czy wtedy odnajdziesz spokój? Czy w ogóle jest jeszcze coś, co mogłoby Cię ocalić?
Nie odpowiadaj. Odpowiedź już znasz. Tak samo, jak ja. Tak samo, jak każda myśl, która prowadzi Cię z powrotem do jej imienia.
Patryku, czy Ty jeszcze żyjesz – czy już tylko czekasz na koniec?
P.