Deszcz
Patryk siedział na krawędzi łóżka, wpatrując się w okno, za którym szary poranek rozciągał się w nieskończoność. Deszcz stukał miarowo o szyby, jakby próbował nadążyć za rytmem jego myśli. Zielone oczy, niegdyś pełne iskier życia, teraz zdawały się gasnąć pod ciężarem niewidzialnego brzemienia. Anna, jego ukochana, leżała w łóżku obok, ale nie była do końca obecna. Jej narzekania odbijały się echem w pokoju, wypełniając przestrzeń smutkiem.
– Dlaczego zawsze pada, kiedy mam wolny dzień? Dlaczego wszystko jest takie nijakie? – marudziła, przewracając się z boku na bok. Jej słowa były pełne frustracji, ale Patryk wiedział, że za tymi pozornie błahymi skargami kryje się coś więcej. Być może to deszcz był tylko symbolem czegoś głębszego, czegoś, co próbowało wydostać się na powierzchnię, ale nie potrafiło znaleźć odpowiednich słów.
Patryk nie był człowiekiem, który łatwo poddawał się nastrojom innych, ale tego dnia czuł się wyjątkowo bezradny. Był wokalistą popularnego zespołu rockowego – człowiekiem, który na scenie potrafił poruszyć tłumy, wydobywając z siebie dźwięki, które dotykały dusz. A jednak w obliczu nastroju swojej ukochanej czuł się, jakby jego głos stracił moc.
„Muszę coś zrobić” – pomyślał, wstając z łóżka. Anna spojrzała na niego pytająco, ale nie powiedziała nic. Jej wzrok był pełen cichego oczekiwania, jakby liczyła, że znajdzie odpowiedź, której sama nie potrafiła sformułować.
Patryk włożył skórzaną kurtkę, narzucił na głowę kaptur i wyszedł na deszcz. Krople zimnej wody spływały po jego twarzy, ale nie zwracał na to uwagi. Spacerował po sąsiedztwie, próbując zebrać myśli. Każdy krok był jak rozmowa z samym sobą, jak analiza wszystkiego, co ostatnio działo się między nim a Anną. Wiedział, że jej smutek nie był jego winą, ale nie potrafił uciec od poczucia, że powinien coś z tym zrobić.
W końcu jego wzrok padł na małą kwiaciarnię na rogu ulicy. Wystawa była skromna, ale wypełniona ciepłymi kolorami – czerwone róże, żółte tulipany, białe lilie. Wszedł do środka, a zapach kwiatów otulił go jak wspomnienie lepszych dni. Nie zastanawiał się długo. Bukiet czerwonych róż zdawał się być odpowiedzią, choć nie wiedział, czy to wystarczy.
Gdy wrócił do domu, Anna nadal leżała na łóżku, ale jej oczy były zamknięte. Wyglądała na zmęczoną – nie fizycznie, ale emocjonalnie. Patryk podszedł do niej i delikatnie dotknął jej ramienia.
– To dla ciebie – powiedział cicho, podając jej bukiet. Anna otworzyła oczy i przez chwilę patrzyła na niego zaskoczona. Jej dłonie, drżące lekko, sięgnęły po kwiaty. Przez moment w pokoju panowała cisza, ale była to cisza inna niż wcześniej. Nie była już ciężka i przytłaczająca, ale łagodna, niemal kojąca.
– Dziękuję – wyszeptała, a w jej głosie pojawiło się coś, czego Patryk dawno nie słyszał – wdzięczność. Nie tylko za kwiaty, ale za gest, za próbę zrozumienia jej świata.
Patryk usiadł obok niej, a ona oparła głowę na jego ramieniu. Deszcz za oknem wciąż padał, ale teraz wydawał się jakby mniej szary. Może to był tylko bukiet kwiatów, a może coś więcej – przypomnienie, że nawet w najbardziej ponury dzień można znaleźć chwilę piękna.
„Czasem życie jest jak deszcz” – pomyślał Patryk. „Nie możemy go zatrzymać, ale możemy nauczyć się słuchać jego melodii”.