Czekam
Czekam.
Stoję na peronie, wsłuchując się w jednostajny szum miasta. Chicago nigdy nie zasypia, ale ja już dawno przestałem czuć puls tego miejsca. Ludzie mijają mnie w pośpiechu, z walizkami, z kubkami kawy, wpatrzeni w telefony, wpatrzeni w siebie. Nikt nie zauważa, że ja tu jestem, że stoję i czekam. Tak samo jak ona nigdy nie zauważyła.
Anna.
Jej imię smakuje jak popiół w moich ustach. Pali gardło, wwierca się w skórę jak tatuaż, którego nie da się usunąć. Jest w mojej krwi, w moim oddechu, w każdym odruchu serca. I chociaż wiem, że nigdy nie będzie moja, wciąż nie potrafię jej zostawić. Tego uczucia. Tego przeklętego, niszczącego mnie uczucia, które stało się wszystkim, co mi zostało.
Kiedyś myślałem, że miłość to światło, coś czystego, pięknego, co rozjaśnia mrok. Teraz wiem, że miłość może być też otchłanią, ciemnością, w której toniesz bez szansy na ratunek. Moja miłość do Anny nie jest ciepłem. Nie ogrzewa mnie. Nie daje nadziei. Jest zimna, surowa, bolesna. Jest jak zima, która nigdy się nie kończy.
Patrzyłem na nią z daleka. Zawsze z daleka. Śledziłem każdy jej ruch, każdą zmianę w jej głosie, każdy uśmiech, który nie był dla mnie. Widząc ją, czułem, jak coś we mnie pęka, ale nie mogłem odwrócić wzroku. Była moim snem, moją iluzją, moim cierpieniem.
Nadjeżdża pociąg. Czuję drżenie pod stopami, gdy stalowe koła szorują po torach. Zamykam oczy i wyobrażam sobie, że gdy je otworzę, zobaczę ją. Że spojrzy na mnie i zobaczy mnie naprawdę. Ale wiem, że to się nigdy nie stanie. Że zawsze będzie w innym wagonie, innym świecie, innym życiu. Że nigdy nie poczuję ciepła jej dłoni, nie zasłucham się w jej oddechu, nie zanurzę się w jej spojrzeniu.
Jestem tylko cieniem, który nie ma prawa istnieć w jej rzeczywistości.
Czasem wyobrażam sobie, jak to by było. Jak brzmiałby jej szept, gdybym przyciągnął ją do siebie? Jak smakowałoby jej imię na moich ustach, gdybym mógł wypowiedzieć je w inny sposób? Ale to tylko iluzje, krwawe sny, które rozszarpują mnie od środka.
Nie mogę o niej zapomnieć. Nie chcę o niej zapomnieć. To jedyne, co mi zostało. Ten ból, ta tęsknota, to czekanie bez końca. Może to jest moje przeznaczenie – wiecznie stać na peronie, czekać na pociąg, w którym nigdy jej nie będzie.
Ludzie wokół mnie wsiadają, odchodzą, jadą dalej, a ja zostaję. Zawsze zostaję. Bo gdziekolwiek bym poszedł, cokolwiek bym zrobił, Anna zawsze będzie ze mną. W moim sercu, w mojej duszy, w mojej samotności.
Czekam.