Chwile grozy
Patryk siedział na podłodze swojego salonu, z gitarą opartą o kolano. Struny drgały pod jego palcami, wydobywając ciche, niemal melancholijne dźwięki. Zielone oczy mężczyzny wpatrywały się w przestrzeń, jakby szukał w niej odpowiedzi na pytania, których sam do końca nie potrafił sformułować. Blondwłose kosmyki opadały na jego czoło, przypominając mu o tym, jak bardzo był zmęczony. Jednak to nie koncerty ani wywiady go wyczerpywały. Myśli o nadchodzących zmianach w jego życiu zawładnęły jego umysłem.
Anna, jego narzeczona, była teraz w ósmym miesiącu ciąży. W ich wspólnym mieszkaniu w Chicago każdy kąt przypominał im o nadchodzącej przyszłości. Kołyska, którą Patryk złożył w weekend, stała w sypialni, czekając na swojego małego lokatora. Na kuchennym stole leżał stos malutkich ubranek, które Anna pieczołowicie składała. Byli szczęśliwi, ale to szczęście było pełne niepokoju.
Patryk kochał Annę bezgranicznie. Był wdzięczny za każdą chwilę spędzoną razem, za jej uśmiech, za delikatność jej głosu, kiedy mówiła o ich przyszłym dziecku. A jednak bał się. Czy będzie dobrym ojcem? Czy jego kariera pozwoli mu być obecnym w życiu dziecka? Czy Anna będzie szczęśliwa? Te pytania nie dawały mu spokoju.
Pewnego wtorkowego popołudnia Anna zdecydowała, że czas odświeżyć mieszkanie.
– Firanki w kuchni już dawno nie widziały pralki – powiedziała z uśmiechem, wskazując na koronkowe zasłonki. Patryk, widząc jej entuzjazm, zaoferował pomoc.
– Ja to zrobię, kochanie. Ty powinnaś teraz odpoczywać – powiedział stanowczo.
Ale Anna, jak to miała w zwyczaju, uparła się.
– Nie jestem porcelanową lalą, Patryk. Dam sobie radę. – Choć w jego oczach widać było niepokój, w końcu ustąpił. Uśmiechnął się do niej, kłębiące się obawy chowając za maską spokoju.
Kilka godzin później, kiedy firanki były już uprane i wysuszone, Anna postanowiła je powiesić. Patryk siedział w salonie, wertując tekst nowej piosenki, kiedy usłyszał hałas dochodzący z kuchni. Zerwał się na równe nogi i pobiegł w stronę drzwi. To, co zobaczył, zmroziło mu krew w żyłach. Anna leżała na podłodze, a obok niej przewrócony stołek.
– Anna! – krzyknął, klękając przy niej. Jego dłonie drżały, gdy delikatnie dotknął jej ramienia. Anna otworzyła oczy, ale na jej twarzy malował się grymas bólu.
– Nic mi nie jest... – wyszeptała, próbując się podnieść. Patryk jednak nie pozwolił jej wstać.
– Nie ruszaj się. Zadzwonię po karetkę.
Chociaż Anna upierała się, że to tylko drobny upadek, Patryk nie zamierzał ryzykować. Był zdeterminowany, by upewnić się, że ona i ich dziecko są bezpieczni. Lekarze w szpitalu potwierdzili, że wszystko jest w porządku. Anna miała jedynie kilka siniaków, a dziecko było zdrowe i w dobrym stanie. Mimo to Patryk nie mógł przestać myśleć o tym, co mogłoby się stać, gdyby nie był w pobliżu.
Tej nocy, kiedy Anna spała spokojnie u jego boku, Patryk czuwał. W jego sercu kłębiła się mieszanka ulgi i strachu. Obiecał sobie, że będzie robił wszystko, by zapewnić swojej rodzinie bezpieczeństwo. Bycie ojcem miało być dla niego nowym wyzwaniem, ale wiedział jedno: był gotowy stawić czoła każdemu trudności, byle tylko Anna i ich dziecko były szczęśliwe.
Rankiem, kiedy pierwsze promienie słońca wpadały przez okno, Anna obudziła się i spojrzała na Patryka.
– Dziękuję, że zawsze o mnie dbasz – powiedziała cicho, kładąc dłoń na jego policzku. Patryk uśmiechnął się, a w jego oczach zajaśniała determinacja. Wiedział, że niezależnie od wszystkiego, będzie stał na straży swojego małego świata.